“Only those who look with the eyes of children can lose themselves in the object of their wonder”

/Pablo Picasso/

sobota, 29 października 2011

3.00 w nocy- sędzia doby.

Trzecia w nocy to najmroczniejsza godzina. Bardzo często budzę się o tej porze, a natłok myśli i gonitwa serca nie pozwalają mi zasnąć ponownie. Zabija mnie wtedy tysiące rozważań o tym czego nie zrobiłam, co zrobiłam, a nie powinnam była i co jeszcze jest do zrobienia wczoraj, dziś, za tydzień, miesiąc, rok, zeszłej jesieni...W piersi tłucze się strach i wina, a mózg przegrzewa się jak oszalały, przestarzały mechanizm...

Ta dziwna godzina od zawsze mnie fascynowała i przerażała. Dlatego dużo czytałam na jej temat. To godzina duchów i demonów. Jeśli ktoś doświadcza aktywności paranormalnej, najczęściej właśnie o tej porze. To także godzina największej aktywności Szatana, ponieważ jest przeciwieństwem godziny śmierci Jezusa. Egzorcyści nazywają ją godziną panowania zła i największego nasilenia jego mocy. Być może właśnie dlatego o trzeciej w nocy najwięcej osób ma myśli samobójcze. Co ciekawe, podobno o trzeciej w nocy rozpoczyna się większość nocnych porodów.

Wczoraj wieczorem zasnęłam przy usypianiu synków i jak zwykle o trzeciej obudziłam się z poczuciem niedopełnionych obowiązków. Wstałam, umyłam gary, skleiłam drewnianą pozytywkę z konikami na karuzeli i zacerowałam wielką dziurę na kolanie w spodenkach Małego. Ten kto o trzeciej w nocy walczył z tubką superglue, a potem poklejonymi palcami usiłował nawlec igłę, uwierzy choć w połowę opowieści o cudach i dziwach tej wyjątkowej godziny.

I na koniec słowa Mistrza: "Najtrudniej człowiekowi oszukać siebie między 3 a 6 nad ranem".
/Stephen King/

Z listopadowym, mrocznym pozdrowieniem dla wszystkich duchów godziny trzeciej ...


"Godzina trzecia",KB,2011


czwartek, 27 października 2011

Dolina Muminków

Każde dziecko ma swoją ulubioną książkę. Najczęściej więcej niż jedną. Podobnie było ze mną- nieuleczalnym molem książkowym, pożerającym po 3 książki dziennie. Ten mol to takie moje wrodzone małe skrzywienie: mogę czytać tekst do góry nogami, od tyłu i z wyciętymi niektórymi znakami. Kiedy patrzę na stronę, widzę i czytam od razu całość tekstu. Nic więc dziwnego, że skoro taka dziwna się urodziłam, byłam i nadal nieuchronnie jestem skazana na pochłanianie każdej możliwej literatury w ilościach hurtowych i w tempie bardzo głodnego odkurzacza. 

Kiedy zatem myślę o swojej ukochanej książce z wczesnego dzieciństwa, natychmiast mój mózg generuje ich całe morze i nie mogę się zdecydować, którą wybrać. Jest jednak pewien wyznacznik wyjątkowości. Była jedna książka tak mocno kochana, czytana, zabierana wszędzie, że aż się od tej dziecięcej nadmiernej i nadgorliwej miłości rozpadła. A kiedy się rozpadła, mała Kasia wpadła w tak wielką rozpacz, że nic nie mogło jej uspokoić. I tu wydarzył się cud. Czasy były mrocznego PRL-u, cuda nie miały prawa się zdarzać, a jednak...Kasia obudziła się pewnego dnia, a książka leżała koło jej tapczanika- jeszcze lepsza i piękniejsza niż poprzednio! Była zszyta, w twardej, płóciennej, granatowej oprawie. Nie do zdarcia. 

Cóż to była za książka i jak stał się cud? To była "Kometa nad Doliną Muminków" Tove Jansson. Książka, którą tak mocno kochałam, że zaczytałam ją na śmierć. A kto przywrócił ją do jeszcze wspanialszego życia? Mój tata, który jako architekt miał znajomego introligatora, oprawiającego jego projekty. Ten właśnie introligator wzruszony losem małej córeczki architekta- wyprostował, wyczyścił  i wygładził kartki, zszył strony i dodał wspaniałą twardą okładkę z granatowego płótna. 

Przez całe życie wracam myślami do Doliny Muminków, do wszystkich książek z serii. Żadna nie ma dla mnie jednak takiej wartości sentymentalnej, jak ta jedna, cudem przywrócona do życia. Moją prywatną Dolinę w ciągu tych wszystkich lat zaludniały dobre i złe stworzenia. Nad Doliną przetaczały się liczne burze i huragany, często świeciło też słońce. Czasem jednak, ale tylko czasem, kiedy mrok zapada, cienie się wydłużają i serce zamiera, wydaje mi się, że z mojej Doliny odeszli już wszyscy...

"Wszyscy odeszli z Doliny M.", 
KB,akryl na płótnie,18x24 cm

środa, 26 października 2011

"W domach z betonu nie ma wolnej miłości..."

Oglądałam dzisiaj zdjęcia z ostatnich naszych wakacji na tak zwanym łonie natury. Dzieci tonące we wszystkich odcieniach zieleni, morze kwiatów, dojrzałe owoce. Dzieci w deszczu, który magicznie zamienia piasek w dziewiąty cud świata. Dzieci bawiące się z psem. Ruda kotka karmiąca swoje młode.
Czy kiedy cały świat zamieni się w zimną, szarą, betonową pustynię, a wszystkie zwierzęta jak u Amosa Oz po prostu pewnego dnia odejdą, będziemy nadal szczęśliwi?

"Betonowa planeta",KB
akryl na płótnie, 18x24 cm

"O sobie tylko tyle..."

Jestem matką dwóch chłopców- Małego i Jeszcze Mniejszego. Macierzyństwo, rola kobiety, wychowanie dzieci, przekazanie im wartości, wprowadzenie w Świat, zapewnienie Domu...Wszystko to tłucze mi się ostatnio mocno po głowie. Czy podołam? 
Bardzo spodobał mi się cytat z Neila Gaimana, w zasadzie dotyczący kwestii pisania książek dla dzieci, ale dla mnie obrazujący w sumie wszystko co dla nich robimy i dlaczego warto wkładać w to całe swoje serce:

“Making fiction for children, making books for children, isn’t something you do for money. It’s something you do because what children read and learn and see and take in changes them and forms them, and they make the future. They make the world we’re going to wind up in, the world that will be here when we’re gone.”

"Matka",KB,akryl na płótnie,18x24cm

środa, 19 października 2011

Malarz, który właśnie powalił mnie na kolana

Miałam dzisiaj w planach zupełnie innego posta, ale życie ma swoje niespodzianki i właśnie postawiło przede mną nowy cud. Odkryłam malarstwo Grzegorza Ptaka. Biografia:

GRZEGORZ PTAK urodził się w 1977 roku w Kielcach. W latach 1993-97 był uczniem kieleckiego Liceum Plastycznego im. J. Szermentowskiego. W 1997 roku rozpoczął studia w Instytucie Sztuki Uniwersytetu Śląskiego gdzie w 2002 obronił dyplom z malarstwa (z wyróżnieniem) w pracowni prof. Jerzego Wrońskiego. Grzegorz Ptak uprawia ilustracyjne malarstwo akrylowe, które odzwierciedla inspiracje autora związane ze światem fantazji, baśni i sekretnych opowieści. Tematy obrazów zmieniały się na przełomie lat, jednak ich rdzeń pozostaje wciąż ten sam - charakteryzuje je atmosfera teatralności i... tajemnicy. Wcześniejsza twórczość Grzegorza Ptaka była próbą interpretacji "północnych" baśni. Obecne obrazy skupiają się bardziej na codzienności i intymności, widzianych jednak z pozycji kogoś, kto jedną nogą wciąż tkwi w... Krainie Czarów. Grzegorz Ptak zajmuje się także ceramiką artystyczną, a wraz z żoną Mariolą prowadzi projekt o nazwie TEATR KSIĘŻYC.

"Niekończąca się opowieść"

"Sen małej Klary"

"Intimate"

Powaliła mnie baśniowość przekazu, delikatność kreski, niezwykła wrażliwość, dobór tematyki, a dodatkowy bonus za czarnego kotka, wielokrotnie pojawiającego się jako model! :) 

A tutaj link do galerii tego artysty na stronie Malarstwo Polskie na FB. Genialnie duża ilość zdjęć, świetny przekrój prac:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.253564318015685.60403.114033841968734&type=3

wtorek, 18 października 2011

Czym jest dom?

Ach, tak mnie jakoś naszło na wspominanie mojego rodzinnego miasta, przyjaciół, chwil, miejsc. Wszystkiego, co sercu tak drogie. Pewnie dlatego, że na FB ktoś zamieścił takie piękne zdjęcie Krakowa. I pomyślałam sobie- czym właściwie jest dom? Co go tak naprawdę konstytuuje? Czy to miasto, w którym się urodziłeś i wszystkie jego ukochane, znane tylko Tobie i Twoim wspomnieniom zakątki? Czy ten dom, w którym wyrosłeś, spałeś, bawiłeś się, płakałeś, dorastałeś? Czy ludzie, których poznałeś w ciągu życia i pokochałeś? Rodzina, przyjaciele, mąż, dzieci? Nie wiem. Wiem tylko, że noszę głęboko w sercu marzenie o domu i czasem przelewam je na płótno.

"Myśl o domu",KB,akryl na płótnie, 18x24 cm

niedziela, 16 października 2011

artystyczne inspiracje

W panelu po prawej stronie zamieściłam zakładkę "Artyści, których kocham". Zaprowadzi Was do linków ze stronami artystów, których od lat podziwiam i którzy są moją inspiracją. Wybrałam strony, na których znajdziecie najwięcej informacji i zdjęć prac. 

A tutaj best of the best, czyli moje najukochańsze wybrane:


Vincent Van Gogh "Pole pszenicy przed burzą" Arles, 1890

Van Gogh jest moją największą miłością, inspiracją i niedościgłym ideałem. Kolorystyka jego prac jest absolutnie perfekcyjna. Nie muszę dodawać, że jego emocjonalność, wrażliwość i stany lękowe czynią go moją bratnią duszą ;) O "Polu pszenicy" pisał do brata Theo, że tworzy obraz, który wyraża "smutek, skrajną samotność".

Mark Rothko "nr 8", 1949

Rothko to intensywne barwy wyrażające elementarne emocje- rozpacz, ekstazę, rezygnację, ostateczność. Proste, hipnotyzujące, wypełniające całe pole widzenia, wciągające do wewnątrz dzieła. Na "nr 8" mogłabym patrzeć godzinami, niech ktoś mi go kupi ;)

Jackson Pollock "The Moon Woman", 1942

Ach, to kapanie farbą na płótno, rozpryskiwanie jej, ta ekspresja gestu! To takie pierwotne, przyrodzone człowiekowi od poczęcia, każde dziecko to kocha, zatem kocham i ja ;)

Stasys Eidrigevicius- ilustracja do książki "Król kruków", Paul Delarue, Krajowa Agencja Wydawnicza, 1980

Boże co ja czułam, kiedy dostałam tę książeczkę!!! Do dzisiaj pamiętam tą nieodpartą fascynację połączoną ze strachem! Sama książka już jest wspaniała, ale z ilustracjami Stasysa...umieram do dziś..."Jestem błękitną trawą, trawą, która śpiewa dniem i nocą, trawą, która kruszy żelazo"...

No i wszystkie ilustracje do mojej najukochańszej książki: Pierre Gripari "Bajka o księciu Pipo, o koniu Pipo i o księżniczce Popi", Nasza Księgarnia, 1985

To była druga książka, dzięki której poznałam niesamowity świat wyobraźni Stasysa. Dziękuję Wam Rodzice, że kupowaliście mi takie unikaty! Nawiasem mówiąc, kto nie czytał niech wyszpera, zdobędzie i przeczyta. To nie książka, to objawienie.
I jeszcze małe, bardzo smutne PS. miałam piękny plakat Stasysa z autografem. Wisiał w moim pokoju nastolatki na całej ścianie, powodując depresję u każdego odwiedzającego, a u mnie wywołując ekstazy zachwytu. I co? Został nieodwracalnie zniszczony w trakcie jakiegoś malowania/przeprowadzki. Grrrrrrr!! 

Salvador Dali "Sen spowodowany lotem pszczoły wokół owocu granatu na sekundę przed przebudzeniem", 1944

Heh, Dalego wyssałam z mlekiem matki. Jest on pierwszym z trzech artystów jakich poznałam w życiu. Pozostali dwaj to Albrecht Durer i Pieter Bruegel (Starszy). Byłam malutka, a obok mojego łóżeczka stał regał rodziców z książkami. Pewnego dnia nie mogłam spać, wspięłam się na półkę i wyciągnęłam album o sztuce. Zobaczyłam dzieła tych trzech panów i już na dobre nie mogłam zasnąć! "Triumf śmierci" Bruegla, "Czterej jeźdźcy apokalipsy" Durera i ta właśnie pszczoła Dalego załatwiły mnie na amen :) 
Dodam je, tak z sentymentu:

Pieter Bruegel Starszy "Triumf śmierci", 1562

Albrecht Durer "Czterej jeźdźcy apokalipsy", 1497-98

No i na koniec Mark Ryden i jego makabreski. Miksuje sztukę wysoką z niską, popkulturę ze stylem starych mistrzów. Jego dziewczynki są jak lalki, jest mnóstwo króliczków, misiaczków, jest stary dobry Abe Lincoln, a wszystko to podlane sporą dawką krwi, religijnych symboli, kiczu i surowego mięcha. I jak tego faceta nie kochać?? Zobaczcie sami:
Mark Ryden "The Last Rabbit", 2000

Mark Ryden "The Cloven Bunny", 2003

sobota, 15 października 2011

jesienne zaćmienia

A zatem przyszła, już tu jest na dobre. I choćbym nie wiem co robiła, światła i ciepła jest za mało. Tego na zewnątrz i tego głęboko w moich trzewiach.

"Jesień",KB,2011

"Smutna dziewczynka",KB, 2011

Rilke na dobranoc

Jak powiedział R.M.Rilke: "Dzieła sztuki wywodzą się z nieskończonej samotności...Tylko miłość może je pojąć, przechować i sprawiedliwie ocenić". Zatem, tak na dobry sen, coś o miłości.

"Razem", KB,akryl na płótnie, 18x24 cm

piątek, 14 października 2011

akt czyli są cycki, jest lans

"Akt", KB,akryl na płótnie,70x100 cm.


Jak zwykle pełna dekapitacja. Nie potrafię inaczej. Może moje motto życiowe to "gdzie ja podziałam głowę?" Głowa to rozum, a gdzie rozum śpi, tam budzą się demony. Co jest ważniejsze- głowa czy serce, myśl czy duch?   Jest 23.00, noc zapadła. Wolałabym trzymać i myśli i serce na wodzy. I jedno i drugie nie spisuje się dobrze.

trochę martwej natury

"Martwa natura z ramą",KB,2011

 "Cytryna",KB,2011


"Martwa natura z koszykiem",KB,2011

"Martwa natura z krzesłem",KB,2011


Natura bywa z natury żywa, martwa lub bardzo martwa. U mnie trochę tej martwej i bardzo martwej. Staram się tchnąć w nią życie kolorem, atmosferą, kawałkiem duszy, który wkładam we wszystko co robię.

fotografia jest jak obraz

"Martwa natura z lalką",KB,2011


 "LOVE",KB,2011


"Słoneczniki",KB,2011


Kilka fotek, które zrobiłam ostatnio. Oddają trochę moich marzeń, lęków i innego stuffu, który po głowie się telepie nocami.

pani w cylindrze i kot

"Kot" KB,płótno,technika mieszana, 20x30cm.


Taki sobie delikatny obrazek. I pani miła i kotek. Patrzą na siebie, a co tam sobie myślą to już ich sprawa.

tfu-rcze wypociny czyli najlepszy szajs w mieście

"Niepokój",KB,akryl na płótnie,18x24 cm

"Niepokój" to obraz, który namalowałam ostatnio pod wpływem tak zwanych wydarzeń. Motyw skrzydlatego kota i zdekapitowanej lub beztwarzowej pani pojawia się u mnie często. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Tak czuję, tak widzę.

owoce bezsenności

Od kilku dni prawie nie sypiam. 
Powodów jest co najmniej trzy- dwa bardzo namacalne i jeden urojony. A może to ten urojony jest głównym winowajcą? Któż to wie. 
Dobra strona jest jedna- postanowiłam w końcu założyć bloga. A zatem: Proszę Państwa, oto mój pierwszy wpis. Tadam! 
To bardzo zabawne pisać coś takiego- niby pamiętnik, ale taki jakiś odwrotny, bo przecież pamiętniki pisywało się dla siebie i do szuflady i koniecznie tak, żeby nikt nie widział. A blog? Liczę w skrytości ducha, że jakimś cudem tu trafisz Jakaś Dobra Duszo i przeczytasz. A zatem: pamiętnik odwrotny i kropka. 
O czym będzie? O kolorowych snach. O skrzydlatych kotach. O pewnej trochę smutnej ostatnio dziewczynie, która maluje obrazy, rysuje i robi zdjęcia.

K.Blacha, fot. M.Blacha